Zmieniłbyś nazwę swojego miasta za gigabajt na sekundę?
Autor: Tomek Wereta
dodano: 11:08 08.03.2010
Za niecałe dwa tygodnie minie termin jaki Google przeznaczyło na prezentację miastom ubiegającym się o udział w programie zapewniającym dostęp do 1Gb/s szerokopasmowego łącza internetowego. Chętnych do uczestniczenia w programie „Fiber for Communities” jest wiele, nic dziwnego, że lokalne władze korzystają z nieraz bardzo ekscentrycznych metod promocji.
Do udziału w pilotowym programie Google może zakwalifikować się każde amerykańskie miasto liczące nie więcej niż pół miliona mieszkańców. Bill Bunten – burmistrz Topeka zdecydował się nawet w związku z tym czasowo zmienić nazwę miasta na Google. Miałoby to zachęcić wyszukiwarkowego giganta do zainwestowania w informatyczną infrastrukturę tego kansaskiego miasta.
Och, to tylko dla zabawy. Mamy z tego kupę radości. W naszym mieście ma miejsce wiele tego typu tego typu fajnych inicjatyw.
…to słowa samego Buntena. Rzeczywiście, Topeka ma już doświadczenie w tego typu działaniach promocyjnych. Chociaż nie zawsze jest się czym chwalić. Kiedy w 1998 roku Topeka była wybrana jako miejsce oficjalnej premiery amerykańskiej edycji nintendowskich Pokemonów, z tej okazji przemianowano ją na… ToPikachu.
Świadczy to o tym jak wielką zainteresowaniem cieszy się “Fiber for Communities” i jak wielkie znaczenie ma dla lokalnych społeczności. W Stanach Zjednoczonych wciąż wiele jest miast stojących na uboczu informatyzacji, a Amerykanie doskonale zdają sobie sprawę z tego, że szerokopasmowy internet to przyszłość.







18 marca 2010 23:55
??
No to w końcu gigabajt na sekundę [GB/s] czy gigabit [Gb/s] ? 1 bajt to 8 bitów czyli jeden gigabajt to 8 gigabitów, a 1 gigabit to 128 megabajtów [MB/s]. To jest spora różnica.
21 marca 2010 08:45
Kanunescu
;| czytaj ;| 128 mb/s było w 2000 roku … tera jest 1 gigabajt ;)
21 marca 2010 21:22
iti
yyy, sorry, ale jeśli chodzi o przepustowość łącz, to jednostka to bity, a nie bajty, i Google chodzi właśnie o 1 Gb/s (gigabit na sekundę!!!!!!!)
Miałem nadzieję, że witryną zajmują się specjaliści IT, informatycy znający się na rzeczy, a nie jakaś banda dzieci z gimnazjum. Prosiłbym o zmianę tematu.
23 marca 2010 22:04
Jan
balem sie ze bede pierwszy, ale widze ze inni internauci (ze tak pozwole sobie Ich okreslic) nie dają sobie zrobic sieczki z mozgu i widzą ze googleguru to jakis komercyjny szit prowadzony przez niedouczonych, zadnych latwych pieniedzy amatorow.
B to bajt – b to bit…