Problem Chin może podzielić Google
Autor: Tomek Wereta
dodano: 12:39 15.01.2010
Ostatnie wydarzenia związane z atakiem hackerów na konta GMail i związana z tym zapowiedź wycofania się z Google z Chin, sprawiły, że przypominano sobie o zobowiązaniach jakie niesie ze sobą motto „Don’t be evil”. Nie tylko nasi czytelnicy zwrócili uwagę na etyczną dwuznaczność zgody firmy z Mountain View na cenzurę w google.cn. Okazuje się jednak, że kwestia ta od dawna była przedmiotem dyskusji wśród samych twórców Google.
Już w roku 2006 – kiedy zgodzono się na wprowadzenie ograniczonej cenzury wyszukiwarki na żądanie chińskich władz – rządzący w Google Sergey Brin oraz Eric Schmidt mieli na ten temat odmienne zdania. Brin – uważany za sumienie firmy z Mountain View, nie krył swoich zastrzeżeń i wątpliwości, spowodowanych zapewne w dużej mierze swoimi życiowymi doświadczeniami.
Rodzina Brina zmuszona była opuścić Moskwę w roku 1976, uciekając przed prześladowaniami dotykającymi w tym okresie wielu obywateli radzieckich pochodzenia żydowskiego. W roku 1990, 16-letni współtwórca Brin odwiedził wraz z ojcem Związek Radziecki w ramach dwutygodniowego programu wymiany i – jego własnym zdaniem – doświadczenie to miało na niego wielki wpływ.
Natomiast Eric Schmidt wyszedł z pragmatycznego założenia, że podjęcie działalności w Chinach nie będzie kłócić się z etycznymi zasadami firmy, a przeciwnie – może przyczynić się do propagowania demokratycznych idei w Chinach. Izolacja chińskich internautów byłaby błędem. Natomiast finansowe pobudki były oczywiste – Google zamierzało rywalizować z dominującym w Chinach Baidu, na rynku, który już wtedy miał więcej internautów niż USA, a którego zasady działania w dużej mierze określały komunistyczne władze.
Po paru latach Brin tak tłumaczy się z ostatecznej decyzji jaką podjęło Google:
Zdawaliśmy sobie sprawę, że będziemy musieli pójść na szerokie w stosunku do naszych zasad ustępstwa, ale w ostatecznym rachunku uda nam się przekazać obywatelom Chin jak najwięcej informacji, zapewnić dostęp do naszych usług, a być może w pewnym stopniu przyczynić się do demokratycznych przemian.
Jak można się domyślić, nie wszyscy muszą wierzyć w takie motywacje. Google jak każda inna firma ma wielu mniej lub bardziej nawiedzonych przeciwników.
Google w ostatnich dniach boleśnie przekonało się, ile kosztuje współpraca z komunistycznymi władzami. Czy przyniesie to jednak jakieś realne zmiany?




ocena: 4,00 / 1 głosów
19 stycznia 2010 15:52
Youtube.com padł! Na szczęście tylko na kilkanaście minut - GoogleGuru.pl
[...] wiemy, kto stał za atakiem, ale ostatnie zawirowania wokół Google i Chin dają do myślenia. Dla przypomnienia – ze względu na powtarzające [...]